Nie zdarzyło się to wcale ani za górami, ani za lasami, lecz w ogródku niejakiego Grzegorza Porzeczki. Późnym grudniowym popołudniem łupał orzechy i oglądał swój ulubiony program o duchach rzekomo zamieszkujących
Aby komentować, zaloguj się lub zarejestruj.
Komentarze